 |
(fot.: zakony-na-swiecie.blogspot.pl) |
Bardzo często pojawiają się głosy krytyczne wobec Sobór Watykańskiego II, jakoby chcąc przystosować się do potrzeb współczesnych (słynne włoskie aggiornamento), poszedł za daleko, gubiąc prawdziwe sacrum w liturgii i w tej części życia, w której powinno być go najwięcej. Jako najbardziej widoczny, zły owoc takiego przystosowania się, podaje się obecny sposób życia wielu zgromadzeń zakonnych, szczególnie żeńskich, gdzie coraz trudniej odróżnić siostrę od osoby świeckiej (i to nie tylko jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny). Pozostaje jednak pytanie, czy o to chodziło Ojcom Soborowym? Czy może ci, którzy dokonują swojej za daleko idącej interpretacji dokumentów soborowych, stanowią normy wewnętrzne, delikatnie mówiąc, mijające się z myślą Vaticanum II?
Już w Dekrecie o życiu religijnym, Perfectae Caritatis, Sobór podkreśla, że owa aktualizacja, przystosowanie się do potrzeb współczesnych, nie przyniesie oczekiwanych, tj. dobrych skutków, jeśli nie będzie mu towarzyszyło odnowienie duchowe. Ponieważ życie zakonne przede wszystkim do tego zmierza, by jego
członkowie szli za Chrystusem i jednoczyli się z Bogiem przez profesję
rad ewangelicznych, trzeba naprawdę uświadomić sobie, że nawet najlepsze
przystosowanie do potrzeb współczesnych okaże się bezskuteczne, jeżeli
nie będzie ożywione odnową ducha, której zawsze, nawet w działalności
zewnętrznej, należy przyznawać pierwsze miejsce (PC 2 e). Dziś jednak zdaje się, w wielu zgromadzeniach właśnie, zupełnie odwrotna tendencja: dostosowanie naszego wewnętrznego, duchowego życia naszej aktywności. W naszej aktywności przeszkadza nam habit, więc go zdejmiemy. W naszej aktywności przeszkadza nam wspólna modlitwa, bo nie w tych godzinach co trzeba, a więc niech każdy się modli sam wtedy, gdy ma taką potrzebę. To nie o taką odnowę chodzi Soborowi. Działalność zewnętrzna ma wynikać przede wszystkim z naszej przemiany wewnętrznej. Modlitwa, również ta wspólna ma stać się prawdziwym motorem dla naszej działalności. Inaczej grozi zakonom popadnięcie w filantropię, gdzie człowiek czyni dobre dzieła z różnych powodów, a nie prawdziwą caritas, gdzie człowiek czyni dobro z miłości do Boga, co winno charakteryzować zakony. Zresztą sam początek punktu 2 danego dokumentu, przypomina, że Przystosowana odnowa życia zakonnego obejmuje zarówno ustawiczne
przywracanie do źródeł wszelkiego życia chrześcijańskiego i do
pierwotnego ducha ożywiającego instytuty, jak też ich dostosowanie do
zmieniających się warunków epoki. Trzeba bowiem dostosowywać się do nowych warunków, ale nigdy nie może się to odbyć kosztem ducha założycieli a jedynie chęcią wygody członków zgromadzenia. Rzeczywistość, jaką dzisiaj można zaobserwować, można nieraz podsumować prośbą, czy wręcz apelem do zgromadzeń zakonnych, który niejednokrotnie kierowali dwaj ostatni papieże: powróćcie do waszego charyzmatu i do ducha, który kierował waszymi założycielami. O takiej aktualizacji mówi w swoich dokumentach Sobór. Stąd również uwaga: Jest rzeczą korzystną dla samego Kościoła, żeby instytuty miały swój
odrębny charakter i własne zadania. Należy więc wiernie rozeznawać i
zachowywać ducha i właściwe zamiary Założycieli, jak również zdrowe
tradycje, bo wszystko to stanowi dziedziczną własność każdego instytutu (PC 2). Nie powinno się dzisiaj uciekać, do pewnego ujednolicenia różnych zgromadzeń zakonnych, gdzie charyzmat poszczególnych zgromadzeń, może wydawać się tak, rozmyty, że praktycznie niczym nie różni się od innych zgromadzeń. Należy w tym słynnym przystosowaniu się nigdy nie zatracić się i nie zapomnieć o tych, którzy zakładali zgromadzenia. Nie od tych, którzy dzisiaj stanowią wewnętrzne zmiany w konstytucjach, zaczęło się dane zgromadzenie. Czy oznacza to, że należy się zamknąć z dala od ludzi, w pięknych, obszernych habitach i ogromnych klasztorach? Nie. Sobór wskazuje wręcz przeciwnie: aby móc się dostosować do nowych, współczesnych potrzeb, należy wyjść do ludzi. Ale nie po to, by żyć, tak jak oni. Instytuty powinny popierać wśród swoich członków należyte poznanie
warunków życia, ludzi i okoliczności czasu oraz potrzeb Kościoła, a to w
tym celu, ażeby rozumnie oceniając w świetle wiary położenie
dzisiejszego świata i pałając gorliwością apostolską, mogli skuteczniej
nieść pomoc ludziom (PC 2). Wyjście do ludzi oznacza więc poznanie nowych potrzeb i nowych warunków, w jakich żyją ludzie, nie po to, aby żyć tak samo, ale po to, by wiedzieć w jaki sposób zmienić swoje działania, by jeszcze lepiej pomóc ludziom, by jeszcze bardziej wypełniać swój charyzmat, który jest bogactwem konkretnego zgromadzenia.
Oczywiście, w przypadku zgromadzeń zakonnych, ważne jest podkreślenie, że skuteczną odnowę i należyte przystosowanie można osiągnąć tylko przy współpracy wszystkich członków instytutu (PC 4). Wymaga to zapewne ćwiczenia się w cnocie posłuszeństwa, ślubowanej na ręce swoich przełożonych. Rolę decydującą w wymaganych przystosowaniach mają tutaj bowiem odpowiednie gremia lub przełożeni.
Jedynie do kompetentnych władz, zwłaszcza
do kapituł generalnych, należy określać normy przystosowanej odnowy i
wydawać prawa, jak również stwarzać sposobność do roztropnej i
dostatecznej próby, a jeżeli prawo tego wymaga, potrzebne jest ponadto
zatwierdzenie ich przez Stolicę świętą lub ordynariuszy miejscowych (PC 4). Odwołaniem się, do Stolicy Apostolskiej, Sobór pragnie podkreślić, że owo dostosowanie nie może być jedynie wyrazem własnych pragnień, czy zachcianek, ale musi pozostawać w ścisłej jedności z całym Kościołem, z przekazywaną przez Magisterium doktryną i Tradycją, której zadanie zachowywania i strzeżenia spoczywa na Kościele. Oczywiście decyzja taka, jeśli dotyczy ważnych spraw, winna być konsultowana z całą społecznością. W
sprawach, które dotyczą całego instytutu, przełożeni powinni w
odpowiedni sposób zasięgnąć zdania i wysłuchać swoich podwładnych (PC 4).